- W dniach 24-25.11. Cezary Bień odbył ostatnie w tym roku, dwudniowe testy bolidem Formuły 4.
- Nastoletni kierowca Maffi Racing swoją ostatnią w tym sezonie przygodę za kierownicą Tatuusa odbył na torze Misano World Circuit Marco Simoncelli – obiekcie, na którym co roku gości MotoGP.
- Teraz zawodnika czeka przerwa w jeździe na torze. Pozostaną treningi mentalne i fizyczne oraz godziny i kilometry na symulatorze, a od początku roku 2026 z nową energią młody kierowca ruszy z przygotowaniami do nadchodzącego sezonu wyścigowego i czekających go wyzwań.
2025 rok dobiega powoli końca, a wraz z nim – tegoroczne przygotowania do nadchodzącego sezonu. Duża część zespołów i zawodników listopad wykorzystuje na testy i ostatnie szlify, zanim na dobre rozpoczną treningi i przygotowania do wyzwań, czekających w 2026 roku. Dokładnie w taki sposób zespół Maffi Racing, a wraz z nim czternastoletni Cezary Bień, spędził ostatnie tygodnie na torach Monza, Imola oraz – w ostatnich dniach – Misano World Circuit Marco Simoncelli. To właśnie tam, w terminie 24-25.11.2025 odbyły się ostatnie w tym roku oficjalne testy Kateyama, w których wziął udział polski kierowca wyścigowy, który w następnym roku zadebiutuje w F4 CEZ Championship.
Im dalej, tym bardziej mokro
Pierwsza poniedziałkowa sesja odbywała się na suchym torze, co pozwalało spokojnie budować tempo wyścigowe i przyzwyczajać się do nitki toru. Cezary Bień miał równocześnie okazję do poprawy wraz z inżynierem techniki jazdy, by jak najszybciej zadbać o regularne, równe i szybkie przejazdy. Druga z sesji również obfitowała w pozytywne odczucia, jednak na ostatnich okrążeniach zaczęły spadać krople deszczu. Sesja dobiegała końca, a na torze zrobiło się wilgotno, jednak zespół podjął decyzję o wyjeździe na oponach typu slick. Jak przyznaje nastoletni kierowca, było to trochę straszne, lecz bardzo potrzebne i edukujące doświadczenie.
„Jechałem spokojnie, ucząc się jazdy bolidem po mokrej nawierzchni w niesprzyjających pod kątem ogumienia warunkach, gdy nagle doświadczyłem na własnej skórze, po co istnieją opony deszczowe. W jednym z łagodniejszych zakrętów w trzecim sektorze obróciłem się przy prędkości około 200km/h. Nic się nie stało, ale było to straszne uczucie” – przyznaje Cezary Bień.
Następne dwie poniedziałkowe sesje odbyły się już z wykorzystaniem opon do jazdy w deszczu. Podobnie zresztą przebiegł drugi dzień – pogoda nad Misano nie odpuszczała, co paradoksalnie pozwoliło kierowcom nabrać pewności siebie w zupełnie innym środowisku.
Cezary Bień: deszczowe testy to bardzo cenne doświadczenie
„W zasadzie półtora dnia przejeździliśmy w deszczu. Było to dla mnie nowe, bardzo cenne doświadczenie. Na początku było stresująco i strasznie, jednak z czasem przyzwyczaiłem się do nowego stylu jazdy i zacząłem nabierać nie tylko coraz większej pewności siebie za sterami bolidu, ale też coraz większej prędkości na prostych i w zakrętach. Cieszę się, że mogłem sprawdzić się w takich warunkach już teraz, podczas testów – dzięki temu wiem, że jestem o wiele lepiej przygotowany do niespodziewanej ulewy podczas rundy Formuły 4” – przyznaje Cezary Bień.
Tercet testów na Monzy, Imoli i torze Misano stanowił dla polskiego kierowcy ostatnie szlify w tym sezonie. Wraz z początkiem 2026 roku Cezary Bień wraz z zespołem Maffi Racing rozpocznie w pełni przygotowania do czekających go wyzwań w serii F4 CEZ Championship.

0 komentarzy